Jak tylko pokażą się nam dwie kreseczki na magicznym patyczku zaczynamy planować nasze najbliższe 9 miesięcy. Od wyprawki, imienia, wystroju pokoju aż po rzecz jedną (moim zdaniem) ważniejszą - poród.
Gdzie, z kim, czy ze znieczuleniem. W szpitalu czy w domu. Jak w szpitalu to w którym. Przeglądamy fora, pytamy ludzi, jeździmy po porodówkach i oglądamy. Jeden wielki mętlik w głowie.
Przeszłam i przeżyłam dwa porody. W dwóch różnych szpitalach, ba nawet miastach.
Postaram się napisać o moim wyborze.
Czemu szpital a nie poród w domu?
Po pierwsze i najważniejsze - bezpieczeństwo, moje i malca. Ja wiem, w domu jest przytulnie. Ty, partner(lub inna osoba towarzysząca) i położna. Niestety nawet najlepsza położna nie ma ani takiej wiedzy jak lekarz ani takiego sprzętu jaki jest w szpitalu. W razie wypadku i tak trzeba dzwonić po karetkę i zasuwać na najbliższą porodówkę w celu ratowania głównych bohaterów.
Pierwszy i drugi poród zakończył się u mnie cesarskim cięciem. Nieplanowanym, decyzja była przez lekarzy podjęta w ciągu minuty (w pierwszym zagrażająca zamartwica, w drugim mały człowiek okazał się nie być wcale taki mały). Gdybym się zdecydowała rodzić w domu, mogłoby się skończyć kiepsko.
Jaki wybrać szpital?
Na pewno taki do którego jest łatwy dojazd i nawet w godzinach szczytu w największym korku będziemy w stanie sprawnie tam dotrzeć. Oczywiście nie jest to główne kryterium, bo jak się okaże, ze szpital to ruina a po korytarzach biega więcej karaluchów niż pielęgniarek to sobie darujmy.
Ważne dla mnie było to jakie ma sale porodowe. Czy oddzielne pokoje czy boksy czy o zgrozo wspólną salę.
Jak wygląda odział położniczy i neonatologiczny. Czy w razie komplikacji wyleczą mnie na miejscu czy będą przenosić w inne miejsce.
Kolejny punkt dla mnie istotny to personel. I nie mówię o lekarzach, tylko pielęgniarkach, położnych a nawet salowych. Tak naprawdę to z nimi po porodzie spędzimy najwięcej czasu. Lekarz i jest guru i bardzo ważne jest aby było stanowczy i doświadczony. Jak będzie przy tym jeszcze wyrozumiały to cud malina. Jednak z nim będziemy się widywać dość rzadko (poród i obchody).
To położne i pielęgniarki będą się nami i naszym maleństwem zajmowały przez cały pobyt. Dlatego tak ważne dla mnie było ich podejście do pracy i pacjentów. Wiem, że podczas wizytacji nie sprawdzimy wszystkiego, ale zawsze można wyczuć podczas rozmowy jak ktoś do nas podchodzi.
Poród samemu czy z kimś?
Obecnie, chyba, każdy szpital zezwala na poród rodzinny. Dla mnie opcja rewelacyjna. Nie wiem jak bym sobie poradziła na sali porodowej będąc sama. Jednak ta druga osoba daje wielkie poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego.
Obawy przed przykrymi widokami. Chyba każdemu przyszłemu tatusiowi na samą myśl o byciu podczas tego ważnego momentu przed oczami stają sceny niczym z filmów grozy. Krew, pot i łzy.
Zapewniam, zupełnie inaczej to wygląda. Położne jak miałam być badana pomiędzy jednym a drugim skurczem grzecznie wypraszały mojego partnera z sali, tak więc ominęło go oglądanie różnych zabiegów jakie były przeprowadzane na mnie (jak przebicie pęcherza płodowego). Był ze mną przez praktycznie cały i nie musiał oglądać tego całego medycznego szajsu. Niestety nie dotrwaliśmy do samego końca razem - skończyło się operacją. Jednak to tatuś dostał maleństwo na początku na dłużej, mnie zszywali.
I taka uwaga ode mnie na koniec Drogi przyszły tatusiu, nawet jeżeli twoja kobita twierdzi, że nie chce cię widzieć, to ten raz w życiu jej nie słuchaj. Boi się tak samo jak i ty, ze zemdlejesz, że ona zrobi coś głupiego. Wierz mi, nie ma nic ważniejszego niż bycie razem i to, że ma w tobie wsparcie. Nie musisz nic robić, wystarczy, że będziesz pozwalał się mocno ściskać za rękę i pomasujesz plecy. Tyle i aż tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz